środa, 25 września 2013

Seul 21-22.09.13, czyli 원룸y są nie dla mnie

W zeszły weekend udałam się do Seulu, by spotkać się ze znajomą jeszcze z czasów k-popu i kupić sobie wreszcie jakieś koszulki, bo moja garderoba woła o pomstę do nieba.

Wyjazd był moim zdaniem strasznie nieudany, z kilku powodów - po pierwsze znajoma była znajomą tylko z internetu, co niestety w przeciwieństwie do znajomej R. z poprzednich postów, okazało się strasznym niewypałem. Po drugie znajoma miała tzw. 원룸 (one-room, apartamencik składający się z małego pokoju z wbudowaną kuchnią i maleńką łazienką) i ani myślała dzielić się łóżkiem. Po trzecie, lekką ręką wydawała pieniądze, o których ja mogłam tylko pomarzyć. Po czwarte, po pójściu do kawiarni zabrała się za pracę na swoim laptopie, ignorując mnie prawie zupełnie na dwie godziny... Ale wracając do samego Seulu.

Po odnalezieniu się (po wielu trudach) na dworcu autobusowym, udałyśmy się na Myeongdong (info tutaj), dzielnicy zakupowej.



Jak widać na załączonych obrazkach, ludzi jak mrówków. Po lewej restauracja, do której poszłyśmy zjeść lunch.
Nasze jedzonko, czyli kurczak ze smażonym ryżem i słodkimi ziemniakami. Pycha. Jedzenie było smażone bezpośrednio przy naszym stole, przyszedł pan i nam wszystko ładnie zrobił. Pełna kulturka.
Sklepik z biżuterią.


Na Myeongdong nadal ludzi jak mrówków. Mniej więcej co dziesięć kroków znajdowały się sklepy z kosmetykami - najczęściej Etude House i Nature Republic.


Wnętrze oficjalnego sklepu SM Entertainment (agencji Super Junior, SNSD, TVXQ, f(X) i EXO)

PSY. ;) Tak, ten od Gangnam Style.

Udało mi się zakupić sukienkę - w H&M. Na razie wszystkie ciuchy kupuję w H&M...



Podziemny "shopping mall". Niestety rozczarowujący - bardzo mało sklepików było otwartych.


A to już okolice Apgujeong, gdzie poszłyśmy do kawiarenki i na kolację - kurczaka. 

Sztuczny Siwon z Super Juniora stał sobie w restauracji, to cyknęłam sobie z nim focię.

Kawiarnia - prowadzona przez matki trzech idoli z grupy Super Junior (Leeteuka, Sungmina i Kyuhyuna).

W środku nie wolno było robić fot, ale... ;)

Gangnam, ulica na której mieszka znajoma - budynek po lewej.

I okolice.

Następnego dnia po ekstremalnie nieprzyjemnej nocy (podłoga, brak materaca, głośna klima na full, bezsenność do wpół do czwartej nad ranem), zażyczyłam sobie wycieczkę w okolice uniwersytetu Kyunghee, gdzie będę się uczyć w przyszłym roku. Okazało się, że dzielnica jest świetna - dużo przydatnych sklepików w pobliżu, metro jakieś 7-8min. pieszo od kampusu, a sam kampus zielony i ładny.

Droga na kampus.

I w oddali widać już bramę.

Szpital uniwersytecki.

Już za bramą kampusu.

Biblioteka/muzeum.

Główny budynek.



Pot lał się z nas strumieniami, więc wstąpiłyśmy do Smoothie Kinga na coś orzeźwiającego (aczkolwiek piekielnie drogiego). Mój smoothie był jagodowo-bananowy. :)


Widok na szpital/bramę kampusu z okien Smoothie Kinga.

Po wypiciu smoothies znajoma oświadczyła, że odtransportuje mnie do metra i to tyle (...). Także nauczyłam się już jeździć metrem. ;) Spotkałam się z R., zjadłyśmy obiad, wypiłyśmy herbatę bąbelkową (pycha), pogadałyśmy i czas był mi wracać.

W drodze powrotnej postanowiłam zahaczyć o Dongdaemun, jako iż wciąż nie miałam żadnej koszulki (a skończyło się na tym, że kupiłam ją w... H&M).



Podziemny "shopping mall" z kocami, materiałami na hanboki i hanbokami.

Targ butów.


청계천 (strumień Cheonggyecheon), który płynie sobie przez centrum Seulu.

Kolejny wpis - druga już wycieczka do Gyeongju, tym razem organizowana przez mój instytut językowy. 

4 komentarze:

  1. Nic u ahjum na targu nie kupujesz? Hihi
    Co jak co ale na gangnam spalas. #swag jak juz pisalam haha.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeezu, z tą koleżanką naprawdę słabo. :/

    A Twój przyszły uniwerek wygląda trochę jak Biały Dom...

    OdpowiedzUsuń
  3. to też było moje pierwsze skojarzenie - Biały Dom :D
    rl jednak najlepiej weryfikuje znajomości internetowe...

    OdpowiedzUsuń